5/27/2013

Obrastanie a wykorzystanie.


Ten tekst od jakiegoś już czasu łaził mi po głowie. Nawet już miał ogólny zarys. Bardziej chodziło o to, żeby nikt nie poczuł się urażony. Drogi czytelniku, nie wiem czy czytałeś lub czy jeszcze pamiętasz wpis o "obrastaniu". Wracając do tego wpisu, obrastamy w zabawki różnorakie. A w czasie już zabawy, gubimy się w ich ilości. Czytałem na pewnym portalu klimatycznym czy warto przygotować sobie zawczasu scenariusz zabawy czy iść na żywioł. Zdania były równie podzielone, jak i użytkownicy tego portalu. Jedni twierdzili że wolą jak ich emocje i wyobraźnia prowadzi, inni że jednak przygotowanie pewnego zarysu jest wskazane. Jako argument przeciwko tworzeniu "scenariusza zabawy" było to, że strona pasywna może jakiegoś punktu ze "scenariusza", albo nie akceptować, albo nie wytrzymać i wtedy wszystko sypie się w cholerę. Jakoś nie mogę się z nimi zgodzić. Dobry plan nawet jeżeli tylko w zarysie jest lepszy niż całkowity chaos podczas zabawy. Zdaję sobie sprawę, że z czasem strona dominująca będzie na tyle wyrobiona i pewne części będzie miała w głowie.
Dlaczego towszystko napisałem, ano dlatego że nie ma nic bardziej wkurzającego i psującego cały nastrój jak to gdy przez 20 minut Master starannie Cię wiąże np. w kołyskę (jeszcze nie wypróbowane ;) ), patrzy a tu do wykorzystania są jeszcze inne zabawki. I przychodzi mu do głowy postawić Cię na nogi i założyć klamerki na suty, czy też ściskacz jajek. Nijak się to ma do pozycji, w której akurat jesteś.
Z drugiej strony, jest to, że Master ułoży sobie plan, ale z góry jest pewne, że strona pasywna nie jest w stanie znieść pewnych zabaw. Takie zachowanie też niszczy bardzo atmosferę, raz z powodu tego że naginane są zasady, dwa frustracja obu stron, bo Master chciał tego a uległy nie pozwala, uległego że chciałby dać z siebie wszystko, ale na pewne zabawy jest jeszcze za wcześnie.
Są też sytuacje kiedy, chciało by się więcej i akurat jest ku temu sposobność, tylko jak powiedzieć Masterowi, że masz jeszcze ochotę na "to" czy na "tamto". Koniec końców za te kilka lat nakupiło się możliwości. I czy być maso dominującym?? Jakoś gryzie mi się to w ogólnym wizerunkiem zabawy.
Każda z takich lub podobnych sytuacji stawia obie strony przed trudnym zadaniem jak poradzić sobie z pryśnięciem tego nastroju. Nastroju, który przez przypadek znikł. Czy też jak poprosić o więcej. Choć to proszenie o więcej wygląda tak jakby się Masterowi narzucało co ma robić. Moja odpowiedź jest nie wiem. Nie mam pojęcia. Najczęściej jeszcze przez chwilę staram się bawić w nadzieji, że iskra wróci. Niesteyt chyba mam za silne pole bo i mojemu Kochniu mija zapał do zabawy i kończymy ją.
Jeżeli macie jakieś pomysły czy warto tworzyć scenariusze, żeby w pełni wykorzystać zgromadzony arsenał, czy też iść na żywioł, a może jakiś pomysł na wskrzeszenie wygasłej podczas zabawy iskry namiętności, to chętnie przeczytam w komentarzach.
P.S. Niekiedy wydaje mi się że za dużo myślę podczas zabawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz