Związane Kurwiszcze
5/01/2013
Skomplikowany świat preferencji seksualnych
4/08/2013
Pytanie od znajomego
Znajomy ostatnio zadał mi pytanie o to jaka jest moja najskrytsza fantazja seksualna. I tutaj pojawił się pewien problem. Nie mam jakiejś jednej sprecyzowanej fantazji seksualnej. To co mi wpadnie do głowy staram się realizować krok po kroku. W miarę możliwości moich i Kochania. Są oczywiście pewne "chęci" takie jak to że chciałbym żeby:
Pomieścić w mojej dupie całą dłoń Kochania,
Bym się potrafił przy nim totalnie wyluzować, otworzyć i pokazać całą moją kurewską naturę,
By mnie tak bardzo nie denerwowały moje niedoskonałości,
Kochanie nie był taki asekuracyjny ( nie pytał co 2 minuty czy OK?),
Był trochę bardziej sadystyczny i nie przejednany w swoich działaniach,
Mniej przejmował się czy aby na pewno jest mi wygodnie,
I żeby był trochę bardziej werbalnie władczy.
Jednakże wydaje mi się że nie o to chodziło mojemu znajomemu, gdy pytał mnie jaka jest moja najskrytsza fantazja. Dlatego wracając do fantazji, to po głębokim zastanowieniu wyszło że chciałbym być sex-slave Mastera, który dodatkowo wyżywałby się sadystycznie (umiarkowanie) na swojej zabawce.
Zastanawiałem się również nad tym czy chciałbym aby ta relacja M/s przeniosła się z alkowy do życia codziennego. I tutaj kolejna zagwozdka. Na początek chciałbym przetestować taki układ przez weekend, potem tydzień. Jeżeli się odnajdziemy to mogłoby to być kontynuowane. Jeżeli nie będzie to nam pasować to wrócilibyśmy do tego co było.
Cały czas interesuje mnie jak na to zareagowałby Kochanie. Do tej pory twierdził, że poza alkową mamy być partnerami. Nie zwracał uwagi na to, że ma na tyle silną osobowość że podporządkowuje sobie otoczenie. Najlepsze jest to, że on z przekorą dziecka twierdzi że tak nie jest, ot i cały Kochanie.
To chyba tyle w kwestii fantazji :)
4/02/2013
Fantazja do realizacji
Wróciliśmy po pracy do domu. Kochanie zabrał się za przygotowywanie obiado-kolacji.
- Co dziś robimy? - zapytał znad kanapki.
- Nie mam pomysłu. Co proponujesz?
- Zjemy. Ty idziesz się przygotować, a ja w tym czasie przygotuję kamerę i zrobimy mały pokazik.
- Niech będzie - przytaknąłem bez większego entuzjazmu.
Zjedliśmy. I tak jak to zostało wcześniej ustalone, ja udałem się do łazienki a Kochanie zabrał się za ustawienie sprzętu do pokazów.
- Jak skończysz to masz się ubrać w to - nakazał Kochanie zaglądając do łazienki i rzucając na ziemię moje buty ponad kostkę i czerwone podkolanówki.
Wyszedłem z łazienki ubrany w to co dostałem. Kochanie już czekał na fotelu.
- Chodź tu.
Podszedłem do fotela i stanąłem naprzeciwko Kochania.
- Na kolana.
Klęcząc przed Kochaniem zastanawiałem się co będzie z pokazem. Moje obawy zostały rozwiane w momencie, gdy Kochanie wyciągnął maskę tylko z otworem na usta i włożył mi ją na głowę. Założył mi też obrożę. Wstał, zapiął do obroży smycz i pociągnął za sobą. Chciałem się podnieść z klęczków.
- Na kolanach !!! - warknął Kochanie.
Ciągnięty na smyczy, nic nie widząc, na kolanach kroczyłem za Kochaniem. Najgorsze było wejście po schodach. Weszliśmy do pokoju zabaw.
- Siad. - padł krótki rozkaz.
Kochanie puścił smycz i sięgnął po coś do komody.
- Obie ręce do góry.
Gdy je podniosłem, poczułem jak Kochanie zakłada mi skórzane opaski na nadgarstki.
- Wstań i wypnij się.
Trochę to dziwne, tak od razu rżnięcie, pomyślałem, gdy Kochanie smarował moją dziurę żelem. Byłem w błędzie Kochanie zapakował mi tylko pluga w dupę.
- Wyprostuj się.
Pociągnął mnie za smycz. Poczułem na grzbiecie zimno łańcucha zwisającego z sufitu. Złapał mnie rękę i pociągnął wysoko do góry. Przypiął ją do łańcucha. Potem z drugą zrobił to samo. Byłem mocno wyciągnięty do góry. Kochanie znów sięgnął do komody. Uklęknął przede mną i na obie nogi założył uchwyty do podwieszania.
- Szeroko nogi.
Stając na palcach, rozszerzyłem nogi, a Kochanie przypiął je do rozpórki.
- OK. - skwitował Kochanie podnosząc się. - Teraz sobie tu po wisisz. Obraz na kamerce się odświeży, a ja idę pod prysznic. - mówiąc to wyszedł z pokoju.
Pozycja była średnio wygodna, tym bardziej że z rozstawionymi nogami, na palcach ciężko było utrzymać pluga w dupie. Całe szczęście, że Kochanie szybko bierze prysznic pomyślałem w momencie, gdy ręce i łydki zaczęły mi cierpnąć.
Kochania nie było dość długo, a ból w rękach i łydkach stawał się coraz bardziej nieprzyjemny. Zacząłem się wiercić szukając optymalnej pozycji.
Minęło z 15 minut zanim usłyszałem że Kochanie wyszedł z łazienki. W pokoju pojawił się dopiero po chwili, ubrany tylko w bojówki. W ręku trzymał swoje buty do wędrówek górskich. Schylił się bez słowa i przywiązał je za sznurówki do moich jajek. Potem lekko rozhuśtał. Z komody wyciągnął 4 metalowe kule i włożył je do butów. Syknąłem, a On znów je rozhuśtał. Znów zwrócił się w kierunku komody i wyciągnął baciki.
- Wyglądasz na zziębniętego. Trochę cię rozgrzejemy - to mówiąc obrócił mnie plecami do kamery i zaczął powoli chłostać moje plecy.
Raz za razem uderzenia stawały się mocniejsze i padały z większą częstotliwością. Starałem się stać nieruchomo, gdyż każde poruszenie się powodowało huśtanie butów wiszących u jaj i dodatkowy ból. Czułem jak moje plecy stają się coraz gorętsze. Starałem się nie jęczeć, ale z czasem i zwiększającą się siłą uderzeń, było to coraz trudniejsze. Po plecach przyszedł czas na okładanie mojej dupy. Kochanie przestał okładać moje pośladki w momencie kiedy były już czerwone i gorące. Kochanie znów sięgnął do komody. Odwrócił mnie przodem do kamery. Stanął obok mnie i zaczął palcatem klepać mnie po sutkach oraz kutasie i jajkach. Klepał tak aż nie zacząłem jęczeć. Odłożył palcata do komody i zapalił świecę. Podszedł do mnie i opuścił na dół.
- Połóż się na plecach i załóż maskę - powiedział opuszczając niżej hak od wyciągu.
Założyłem przygotowaną maskę p.gaz. On zaczepił rozpórkę do haka i zaczął windować mnie do góry. Kiedy już wisiałem głową 10 cm nad podłogą zaprzestał podciągania. Spiął mi ręce razem za plecami. Z komody wyciągną dwie liny. Jedna z nich przywiązał do rąk i przeciągnął do haka przy suficie, tak że ręce miałem odchylone do góry w tył. Drugą linę przywiązał do butów i przeciągnął przez hak po przeciwnej stronie. Teraz mogłem się tylko huśtać na boki ponieważ w przód i w tył byłem zablokowany linami. Kochanie znów podszedł do komody, niestety byłem tyłem więc nie widziałem co z niej wyjął. Schylił się do mojej głowy i powiedział:
- Oddychaj głęboko, przyda ci się. - i podsunął pod rurę maski p.gaz. poppersa.
Zaciągnąłem się porządnie. Kochanie wstał podszedł od tyłu i wyjął mi z tyłka pluga. Nasmarował mi dziurę żelem i zaczął wsadzać rozwieracz analny. Rozkręcił go tak żeby był szeroko rozwarty w środku. Potem z komody wyjął łańcuch, znów stanął za mną i zaczął wpuszczać go w rozwarte dupsko. Z każdym centymetrem czułem jak coraz bardziej łańcuch wypełnia mnie od środka i ucisk. Z początku było fajne uczucie, ale z czasem zaczęło mi ciążyć. Resztę łańcucha która się już we mnie nie zmieściła została przypięta do rozpórki.
Kochanie znów sięgnął po palcat. Dostawałem razy po sutkach i po jajach. Trochę próbowałem unikać razów ale nie było to zbyt skuteczne ze względu na więzy. Przestał okładać mnie palcatem kiedy zacząłem jęczeć. Kochanie wyjął z komody sprzęt do elektro. Elektrody umocował na brzuchu.
- A teraz trochę ćwiczeń na mięśnie brzucha - powiedział i włączył sprzęt.
Przez moje ciało zaczęły lecieć impulsy. Ustawił je na taką moc że widział że mnie zginało. Nie jakoś bardzo, ale jednak. Pogrzebał jeszcze coś i wyszedł z pokoju. Mnie nadal wyginało choć starałem się być w bez ruchu ponieważ każdy ruch powodował napinanie się linek i albo ciągnięcie za jajka albo za ręce. Po chwili Kochanie wrócił z piwem w ręku. Podszedł do laptopa i patrzył co się dzieje na kanele na którym nadawaliśmy obraz w świat. Przez chwilę poklepał coś na klawiaturze, następnie podszedł do mnie, wziął w usta piwa i wpuścił mi w otwór.
- Może łańcucha się już więcej nie zmieści, ale na piwo zawsze znajdzie się miejsce.
Mnie cały czas zginało od impulsów elektrycznych.
- Jeszcze chwilę poćwiczysz, a ja popatrzę co tam piszą na czacie - to mówiąc schylił się do elektro i zwiększył nieco intensywność i szybkość zmiany impulsów, po czym wrócił do laptopa.
Popijając piwo odpisywał ludziom na kanale. Chwilę to trwało. Ja już rzucałem się jak ryba bez wody. Słychać było tylko brzęk łańcucha i moje pojękiwania. W końcu Kochanie się ulitował i wyłączył elektro. Wyjął łańcuch, a ja poczułem się leciutki jak piórko. Potem powoli wyciągnął rozwieracz. Do rury od maski podstawił poppersa. Wyciągnięty łańcuch na nowo wylądował w mojej dupie. Tym razem czułem na zwieraczach każde oczko łańcuch wypychane do środka przez Kochanie. Znów byłem wypełnione przez stal. Potem podpiął jedną z elektrod do łańcucha a drugą zostawił ma brzuchu.
Włączył elektro i zaczął wyciągać łańcuch. O ile bez impulsu czułem każde wychodzące oczko łańcucha to przy impulsie następował skurcz zwieracza i oczka musiał być prawie wyrywane z mojej zaciśniętej dupy. Potem znów włożył. Szło podobnie jak przy wyciąganiu, łatwo kiedy nie było impulsu i na siłę kiedy impuls był. Operacja wysuwania i wsuwania została powtórzona kilka razy. Lekko odlatywałem od ogromu bodźców i poppersa. Znów poczułem woń poppersa. Kochanie szybkimi ruchami wyjął łańcuch. Żegnając ostatnie oczko z mojej dupy poczułem dziką ulgę. Oto skończyła się jazda po moim zwieraczu łańcuchem no i elektro nie miał drugiej sondy więc nie czułem impulsów. Kochanie zluzował trochę linę przy jajach, ale za to podciągnął tą od rąk. Byłem wygięty w łuk. Wziął świeczkę z komody i zaczął polewać woskiem moje plecy. Ciepły wosk spływał od kości ogonowej w kierunku karku. Jak już brakło natopionego wosku i mojej plecy były całe w wosku. Kochanie zluzował linę od rąk i od odwiązał od jaj. Przepiął ręce z przodu i podciągnął do góry. Do sutków zaczepił klamerki. Wyjął kutasa ze spodni i zaczął mnie posuwać. Posuwał mnie ostro przy okazji waląc mojego kutasa. Znów poczułem poppersa w masce i szybsze walenie. Byłem bliski tryśnięcia, a i Kochanie już głośno dyszał. Trysnęliśmy równocześnie, ja zlewając swój brzuch i klatę a Kochanie we mnie. Jeszcze chwilę był w mojej dupie próbując złapać oddech, po czym wyją kutasa. Opuścił mnie na podłogę i rozpinał najpierw ręce a potem nogi. Odwrócił kamerkę w stronę ściany. I czytał co tam się jeszcze pojawiło na czacie.
1/19/2013
Bajka
- Pewnie, że jest. tylko nie można w nie angażować uczuć. wystarczą same emocje. - szybko i pewnie odpowiedział Kubuś.
- Ale jak to tak, kochanie bez uczuć? Jak to nazwać?
- Najprościej na świecie, Naiwny Chłopcze. Bzykanie, pieprzenie, rżnięcie. - lekko szydzącym głosem odpowiedział Misiek - jest jedno kochanie, które boli bez zaangażowania uczuć - po krótkim namyśle dodał Kubuś.
- A co to za "kochanie", które boli bez uczuć?
- To "kochanie" w klimacie SadoMaso, ... - na chwile Misiek uciekł gdzieś daleko myślami - ale to kochanie nawet jak boli to sprawia przyjemność.
1/12/2013
Fantazja prawie spełniona ;)
10/25/2012
Natura sie wdziera do naszej sypialni
- a to ciekawe. Co się stało?
- tak dziwnie bolało.
- jak to dziwnie?
- bolało, piekło, sam nie wiem.
- a to sprawdzimy. – zaśmiał się i ponownie przysunął palce do mojego kutasa. Ledwo leciutko jego opuszki palców dotknęły główki kutasa a ja zawyłem głośno. Odsunął rękę. Uśmiechną się. Wyciągnął palec i przesuwał nim od podstawy kutasa do czubka. Delikatnie. Lekko tylko dotykając. Ja natomiast czułem coraz silniejszy ból. Gdy już był na wysokości żołędzi wyłem jak zabijane zwierzę. Złapał całą ręką na mojego kutasa. O dziwo silniejszy uchwyt nie był tak nieznośnie bolesny jak delikatne głaskanie. Wykonał kilka ruchów w dół i w górę, jakby chciał mnie spuścić, a ja poczułem jak ciepło-piekąca fala przesuwa się wzdłuż cewki w dół do podstawy kutasa.
- ooo… teraz tak nie krzyczysz.
- bo nie boli tak jak poprzednio.
- aha. Dobrze więc sprawdzimy czy tak samo zareaguje na mój język.
Podsunął głowę bliżej sterczącego, napęczniałego od krwi kutasa. Wysunął język i dotknął nim żołędzi. Znów głośnie wycie rozeszło się po pokoju.
- ciekawie, bardzo ciekawie.
Kochanie delikatnie objął wargami mojego kutasa. Mną aż zaczęło rzucać. Kochanie wypuścił mojego kutasa z ust w zębami wyciągnął pręcik. Szybko wsunął drugi, świeży. I znów uczucie ciepła, po czym pieczenia. Jeszcze chwilę bawił się głaszcząc mojego kutasa i z radością patrząc jak mnie rzuca i jak wyję z bólu. Przeraził mnie w momencie kiedy zaczął wkładać pierwszy pręcik imbirowy obok drugiego.
- nie, proszę. Nie zmieszczą się razem – protestowałem – a jak wejdą za głęboko. Nie, proszę.
- spokojnie. – mruknął Kochanie i wpychał dalej, nie spoglądając w moją stronę tylko całą uwagę skupiając na cewce i pręcikach – Najwyżej wysikasz je oba lub wyciągnie się je pęsetą.
Po chwili zmagań, byłem zakorkowany imbirem z przodu. Całe szczęście, że byłem owinięty folią, pewnie bym zwiał zanim Kochanie zacząłby wsadzać oba, a teraz dumnie sterczały.
Kochanie ujął mocno mojego kutasa i onanizował mnie mocno uderzając dłonią o płytkę ściskającą moje jajka. Cały czas czułem piekące ciepło w mojej cewce. Oddech pogłębił się i mocno trysnąłem spermą. Pierwsza jej porcja wraz z pręcikami przeleciała wzdłuż mojego ciała i wylądowała na ścianie ponad moją głową. Druga wylądowała na klacie, a następne już spokojnie lądowały na brzuchu.
Nigdy nie miałem tak silnego wytrysku. Nawet Kochanie był pod wrażeniem działania imbiru. Chwilę poczekaliśmy aż opadł mi kutas i Kochanie najpierw uwolnił moje przyrodzenie ze ściskacza a następnie mnie z foliowego kokonu. Po uwolnieniu zająłem się oralnie kutasem Kochania.
Obrośnięci
Remanent w szafce z zabawkami. I spostrzeżenia nowe. Obrastamy, oj bardzo obrastamy. Obrastamy w zabawki, które potem leżą w szafkach, skrzynkach, walizkach i czekają. Czekają, aż właściciele znów z nich skorzystają. Tylko czy nasza pamięć jest na tyle elastyczna, żeby o wszystkich tych rzeczach pochowanych skrzętnie pamiętać. Chciało by się je wyrzucić, ale żal. Patrzysz na taką biedną zapomnianą rzecz, leżącą gdzieś w zakamarku i wracają wspomnienia. Wspomnienie emocji jakie towarzyszyły podczas zakupów i ogrom emocji, doznań jakie czułeś podczas zabawy świeżo zakupionymi zabawkami. Ta radość z posiadania, rozpakowania i zabawy. Z czasem zabawka powszednieje, zaczyna się rutyna lub masz „na oku” coś nowego. I kolejny zakup i kolejna zabawka.
Tylko po co? W imię nowych doznań erotycznych? W imię rozwoju wewnętrznego? Po co?
Na te pytania Wam nie odpowiem. Wiem natomiast jedno, mam kilka zabawek, z których ciągle korzystam już od wielu lat i kilka takich, które samotnie leżą w szafce. I żadnej, ale to żadnej nie mam ochoty się pozbyć, mimo że już nie korzystam z nich tak często, ale może jeszcze wrócą do łask. Kto to wie?
Wiem również, że będą następne zabawki. Jaki długi będzie ich żywot? Tego nie wiem. Wiem, że będą.
Niekiedy najgorsza jest świadomość, że podczas zabawy można się było nimi zabawić raz jeszcze gdyby się o nich pamiętało. Stąd też moje nowe postanowienie zrobienia obszerniejszej szafki tak, żeby wszystkie zabawki były widoczne. Tak, żeby nie zapomnieć że są jeszcze dodatkowe możliwości zabawy, a równocześnie żeby je łatwo było znaleźć.
Pozdrawiam wszystkich chomikujących zabawki erotyczne. Nie zapominajcie o Waszych skarbach.
10/17/2012
Co trzyma?
Co trzyma ludzi razem? Co jest tym lepem między ludzkim, który nie pozwala się rozstać?
Jak to co? Miłość! - odpowie kilku z was drodzy czytelnicy.
Ci ciut bardziej doświadczeni zaczną się zastanawiać i … ups, to jednak nie miłość. To bardziej przywiązanie do drugiej osoby. W innych przypadkach, będą to wspólne interesy, a jeszcze w innych dzieci. Tego ostatniego przypadku nie będę rozwijał, bo jakby nie mam w tej materii doświadczenia, a co więcej nie mam najmniejszego zamiaru mieć.
Jak to wszystko działa. Pamiętajcie jednakże że są to moje własne rozmyślania. Na początku poznajesz tego faceta. Jest miły, fajnie się Wam rozmawia. Wcześniej czy później lądujecie w łóżku. I ta sfera życia jego i Twoja jest zbieżna. Super seks. I tak to trwa, zanim się obejrzysz jesteś w nim zakochany. Działa ta cała chemia. Jest Wam razem dobrze. Postanawiacie zamieszkać razem. I tutaj stawiasz pierwszy krok do LTR. Okazuje się, że razem łatwiej się Wam żyje. Łatwiej z finansowo. Łatwiej w życiu codziennym. W końcu możesz poprosić go żeby tym razem on zrobił zakupy, żeby przygotował kolację, żeby… itd. Jest tego całe mnóstwo. Całe mnóstwo codziennych czynności w których w końcu masz kogoś kto Ci pomaga. I tutaj przychodzi powoli przyzwyczajenie. Ta początkowa euforia powoli opada, zaczynasz zauważać braki w tym „Twoim ideale”. Lecz brak te jesteś w stanie tolerować. Oczywiście poziom tolerancji jest różny u różnych osób. Tutaj wchodzi drugi czynnik, jakim jest stosunek „tolerancji na jego niedoskonałości” do „wygody jaką sobie wzajemnie dajecie”. Jeżeli pierwszy czynnik jest większy to właśnie postawiliście kolejny krok do LTR. Tutaj zabawa się jednak nie kończy. Już wspólnie żyjecie. Zaczyna się zabawa z finansami. Zaczynacie myśleć o wynajęciu większego mieszkania lub zakupie mieszkania/domu. W końcu razem Was stać na to. Niestety nieubłagany zegar nadal tyka. Z czasem zauroczenie mija. Obaj się starzejecie, nabieracie nowych nawyków, przestaje Wam zależeć na wyglądzie. Wydaje się że już nie musicie się tak bardzo starać o swój wygląd. W końcu widział Cię tyle razy nago, nawet srającego na kiblu, chorego czy rzygającego po imprezie. W tylu kompromitujących sytuacjach i niekiedy tak zmiętego, że chyba nic go więcej nie zaskoczy. A jednak. Obaj nadal dojrzewacie i to co kiedyś było możliwe przez Was do tolerowania z czasem może zacząć denerwować. Tak, cały czas dojrzewamy. Dojrzewamy do nowych sytuacji, do nowych ról, do środowiska. Gdzieś kiedyś usłyszałem że co 7 lat następuje pełna wymiana komórek w organizmie człowieka. Nie wiem czy to prawda, czy też nie. Faktem jest jednak, że z czasem zmienia się nam charakter. I oto przychodzi kolejny kryzys. To co do tej pory było błahostką która tylko lekko drażniła, teraz wkurwia Cię na całego. Działa to w obie strony. Chętnie pieprznąłbyś tym wszystkim, ale … ale już jesteś uwikłany w rachunki, w kredyty, w wspólne interesy. Z pewnością znajdzie się całe mnóstwo rzeczy, które Was wiążą finansowo. I jeszcze jedno, mniej lub bardziej zaczynasz się obawiać, jak będzie wyglądać Twoje życie bez „Niego”. W końcu przeżyliście już swoje. I znów zaczyna się zabawa w „ważenie”, czy możesz sobie pozwolić iść „na swoje” w stosunku „jak bardzo będzie mi brakować Jego pomocy. No cóż, jeżeli nie stać Cię iść „na swoje” lub za bardzo boisz się „jego braku” to po pewnym czasie i wielu kłótniach docieracie się na tyle, że w sposób już pełny, dorosły zaczynacie wspólne życie. Tutaj właśnie się zaczyna LTR, czyli Long Term Relationship.
Czy to jest gorsze od tego co było na początku?
NIE!!! Jest inne, to na pewno. Jest równie dużo chemii, jak na początku znajomości . Tym razem jednak już wiecie czego możecie się spodziewać. Już wiecie jaki „On” jest. Bardziej ufacie, mniej jesteście zazdrośni, ale jednak. Możecie sobie na więcej swobody pozwolić. Co więcej ta chemia mocna Was łączy i pozwala przetrwać nawet bardzo ciężkie sytuacje.
Życzę Wam żebyście dotrwali do tego momentu nie z przyczyn niezależnych od Was, tylko przez wytrwałość i wiarę w to że będzie lepiej.